Caitlyn
Właśnie wracałam z imprezy, kiedy zaczął lać deszcz. Po co dałam namówić się Louisowi, żeby tam pójść ? Za tydzień miałam wyjechać do collegu, powinnam teraz się pakować i wszystko planować. Wiedziałam, że tam nie pasuje, a już tym bardziej nie lubię jak on jest pijany. Zawsze się wtedy do mnie przystawia i wygaduje coś, że mnie kocha, a gdy wytrzeźwieje udaje, że nic takiego nie miało miejsca i zachowuje się jak gdyby nic. Ale nie tym razem. Teraz przegiął. Zaczął się do mnie przystawiać, a gdy jakiś chłopak zaproponował mi drinka, rzucił się na niego z pięściami. A teraz ja wracam wkurzona i cała przemoczona do domu. Dobrze chociaż, że zostały mi dwie przecznice. Właśnie miałam skręcić, gdy usłyszałam krzyki zza rogu. Dwóch dobrze zbudowanych mężczyzn stało i kopało chłopaka leżącego na ziemi. Nie mogłam na to patrzeć, więc podbiegłam do nich.
- Zostawcie go !!! - krzyknełam i podbiegłam do chłopaka leżącego na ziemi.
- Odsuń się mała- odpowiedział jeden z nich i odepchnął mnie.
- Dzwonie na policje !- teraz stałam się nagle taka odważna ?
- Bierz ją - powiedział jeden z nich, a drugi chwycił mnie i wsadził do samochodu. Po chwili dołączył do nas jego kolega i ruszyliśmy.
- Dokąd mnie zabieracie ?! - krzyczałam. Bardzo się bałam, nie wiedziałam jak mam stamtąd uciec.
- Trzeba było się nie wtrącać to byś nie miała kłopotów, a teraz siedź cicho, jeżeli nie chcesz żeby coś ci się stało - powiedział i uśmiechnął się do mnie szyderczo. Bałam się coraz bardziej, więc przestałam się odzywać.
- Co teraz z nią zrobimy ? Może zatrzymamy się i wyrzucimy ją w lesie? Było ciemno na pewno nie widziała naszych twarzy.
- Zapomnij. Zajmę się nią.
Tyle zdołałam usłyszeć, następnie auto zatrzymało się i jeden z nich wysiadł. Zostaliśmy sami. Teraz bałam się coraz bardziej. Co to znaczy, że zajmie się mną ? Dojechaliśmy do wielkiego i co mnie najbardziej zaskoczyło pięknego domu.
- Chodź- powiedział i szarpnął mnie za rękę. Gdy weszliśmy do domu pierwsze co przykuło moją uwagę to piękne i przytulne wnętrze. On tu mieszka ? Moje myśli zostały przerwane przez kobiety głos.
- O Justin już myślałam, że coś ci się stało ! Jak mogłeś nie odbierać telefonu ?!
- Przepraszam mamo musiałem coś załatwić, ale mam do ciebie prośbę. Zaopiekuj się tą dziewczyną, bo ja muszę skoczyć coś jeszcze załatwić. Będę za dwie godziny. Daj jej pokój Amandy.
- Ale Justin kto to jest ? I dlaczego ta dziewczyna jest cała mokra ? Do cholery co tu się dzieje? Dziecko nic ci nie jest ? nie jest ci zimno ?- tym razem pytania skierowała do mnie.
- Mamo to jest ... - zwrócił się do mnie- No właśnie jak masz na imię ?
- Caitlyn
- Mamo to jest Caitlyn, Caitlyn poznaj moją mamę Anne - powiedział i uśmiechnął się do mnie, o dziwo już nie szyderczym uśmiechem.
- Caitlyn chodź ze mna na górę dam ci nowe ubrania za nim się rozchorujesz, a ty - wskazała palcem na Justina- nigdzie nie wychodzisz, mamy sobie parę rzeczy do wyjaśnienia.
Jego mama zaprowadziła mnie do pięknego pokoju i rozpaliła kominek.
- Siadaj dziecko, masz tutaj rzeczy za przebranie i połóż się do łóżka za nim się rozchorujesz- zrobiłam jak kazałam. Nie zastanawiałam się dlaczego, po prostu była ona dla mnie taka miła i troskliwa, że nie przyszło mi do głowy, że próbuje zrobić mi krzywdę. Zasnełam, a gdy się obudziłam na zegarku była już godzina 12. Usiadłam i momentalnie zbladłam. Na krześle siedział Justin.
- No proszę wstałaś. Trochę ci to zajęło. Widać nieźle musiałaś wczoraj zabalować.
- Przestań. Pozwól mi się ubrać, chce już iść do domu.
- Słuchaj nie będzie tak jak ty chcesz rozumiesz ! - zaczął krzyczeć. Wtedy już nie wytrzymałam i zaczęłam płakać.
- Ej dobra przestań - Justin zrobił się zdezorientowany- Dobra słuchaj zacznijmy od nowa. Przepraszam okej ? Nie powinienem był wczoraj ciebie zabierać. Ale byłem wczoraj ostro wkurzony, a na dodatek nie lubię jak ktoś wtrąca się w nie swoje sprawy. Ten chłopak, którego wczoraj próbowałaś ratować handluje narkotykami. Nie żebym ja był jakiś grzeczny, bo sam lubię to wciągać, ale przez niego moja siostra została zgwałcona rozumiesz ?- teraz to i jemu pociekła jedna łza, którą szybko wytarł, abym nie zauważyła.
- Nie potrzebnie cię zabrałem, ale też nie mogłem pozwolić na pomysł Liama, aby cię zostawić w lesie. Ubierz się, a ja będę czekać na ciebie na dole i zjemy śniadanie.
Siedziałam na łóżku i nie mogłam wydobyć z siebie słowa, więc tylko skinęłam głową. Co się stało ? To ten sam chłopak co wczoraj, który wsadził mnie siłą do samochodu ? Z drugiej strony mogłam zrozumieć jego gniew, jeśli to co mówił o swojej siostrze jest prawdą oczywiście. Wstałam i ubrałam rzeczy pozostawione przez niego na krześle. Przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam okropnie, ale przestałam się tym zamartwiać, bo w końcu za chwilę miał mnie zawieźć do domu. Ale teraz muszę zejść na dół....
Dobry wieczór!
OdpowiedzUsuńChcesz poćwiczyć swoje pisarskie umiejętności i przy okazji wygrać książki, upominki i reklamę bloga? Tak? W takim razie zapraszam Cię serdecznie do nowego konkursu literackiego "Już nie zapomnisz mnie" - www.przedwojenny-konkurs.blogspot.com Wystarczy napisać opowiadanie o dowolnej tematyce do 5 stron i... co dalej? Dowiedz się szczegółów, czytając cały regulamin na blogu. :) Pozdrawiam ciepło!
ps. Przepraszam za spam, wiadomo jak trudno jest się zareklamować.